20 February 2012

Niedziela w Howth

W pieknych okolicznosciach przyrody, pewnej niedzieli wybralismy sie na przejazdzke. Slonce grzalo, swiezy powiew wiatru, widoki przecudne.
Zachcialo nam sie ryb i owocow morza prosto z polowu. Przemierzylismy caly Dublin, zeby dorwac co nieco, chociaz sami nad samym morzem mieszkamy. Ale u nas nie to samo co na polnocy.
HOWTH- urokliwa miescina. Wioska rybacka. Wszedzie markety rybne. KOCHAM! Krewetki, malze, osmiornice, ryby i wszystko czego sobie tylko czlowiek nie zamarzy.O ile tylko lubi , bo znam i takich co to do ust owocow morza nie wezma. Rozumiem nawet, ja mam to samo z flakami wolowymi...
Antos foki poogladal , stworzonka przerozne w akwarium, poszalal na placu zabaw...i ni z tego , ni z owego grad i wichura nas do domu przegnal!
Ale nic to. Zrobilismy sobie seafoodowa uczte w domowych pieleszach. Mniam!














09 February 2012

Para dobrana












Julka w Dublinie

Ferie w Polsce. Mrozy atakują.Trzeba sie rozgrzewać, ogrzewać, ratować goracą herbatą, szalikami , czapkami i czym sie tam jeszcze tylko da. A w Irlandii zielono! Ani platka śniegu, temperatura nie spada ponizej zera. Wygląda na to , że Antek nie uświadczy białego szaleństwa w tym roku, chociaż z pogodą nigdy nic nie wiadomo.
Odwiedziły nas dziewczyny. Moja chrześnica Julka ze swoją mama.
Czas zwiedzania, zabawy, gadania i ...zakupow. Czyli to, co dziewczyny lubią najbardziej!  Co do ostatniego punktu... , chłopaki wykazali sie umiarkowanym zainteresowaniem, jak to faceci. Ale mniejszy spisał się na medal. Nawet nie marudził zanadto, znudzony- zazwyczaj zasypiał w wózku. Nadrabiał na placu zabaw. Julka wymyślała mu zabawy,a ten szalał i piszczał z radości.
Takie ferie- to ja lubie!


























03 October 2011

Algarve


Jest takie miejsce na zachodnim krańcu Europy, które jakims cudem sprawia , że chce sie tam wracać i zwiedzać je od nowa. Wcale Portugalii nieśpieszno do bycia kolejnym nowoczesnym, funky miejscem. I chwała jej za to, może dlatego klimat jest tak magiczny. Czas płynie tam jakby wolniej, autentyczniej.
Cudnie jest się zgubić w gąszczu krętych uliczek, wpaść do lokalnej tawerny na 'bacalhau'(suszony dorsz)- serwowany na milion sposobow, zatrzymać się na łyk małej czarnej, coby dała kopa na reszte dnia.
Radość z rozpłaszczenia kości na rozgrzanym piasku- bezcenna!
Południe Portugalii rządzi się swoimi prawami. Tu sjesta, to sjesta. Ludzie zamykają swoje biznesy, zaszywają sie w domach, uciekając przed palącym słońcem. Turyści tylko błąkają się bezwiednie, łapiąc promienie słońca zachłannie.
Było wszystko, czego oczekiwaliśmy od tych wakacji juz w momencie pakowania klamotów w Dublinie.
Światło, słońce, zapach , smak, rozległe plaże z białym piaskiem, towarzystwo.
Antoś szczęśliwy. Biegał, gadał , zwiedzał, plumkał w basenie i oceanie. Z nas wszystkich najbardziej opalił nogi. Truskawki pochłaniał kilogramami , o oliwkach nawet nie wpomnę.
Grzebał łopatkami w niekończącej się piaskownicy i niestety zjadał babki z piasku.
To był nasz powrót do Algarve, po 3 latach przerwy. Czy wiele się zmieniło?
Ci sami ludzie w knajpach, niezmieniona obsługa hotelowa, znowu po sezonie mniej turystów, więcej lokalnych . Skwar!
Patrząc z perspektywy wywczasu z dzieckiem...Warto zwrócić uwagę na hotel. Jak najbliżej plaży i najlepiej z windą , bo targanie wózka po krętych schodach może być trochę upierdliwe. Chodniki tez pozostawiaja wiele do życzenia. Wysokie krawężniki, wąsko i plaga samochodów zaparkowanych gdzie okiem sięgnąć. Ceny paliwa od ostatniego razu bardzo podskoczyły i wynajecie samochodu niezbyt tanie. Bardziej się opłaca wykupić w lokalnym biurze podróży całodniowa wycieczke po okolicy z przewodnikiem. Ok.20-30 euro za 10 godzin. Pokażą wszystko, co najistotniejsze. Fajnie jest bookować sobie opcję ze śniadaniem. Nawpychac się z rana i potem dopiero zjesc coś wieczorem (w ciągu dnia i tak się nie jest głodnym przez ten ukrop).
Wino ciągle tanie jak woda. Półki w sklepach uginają się od lokalnych produktów. Czosnek i cebula mają bardziej intensywny smak i zapach, że nie wspomnę o papryczkach piripiri! Palą gardło!
Na photo- tourze po okolicznych wiochach (Alte, Salir i inne) dowiedziałam się, że istnieje owoc zwany 'medronho'- rośnie sobie na tzw drzewie truskawkowym (są też drzewa marchewkowe swoją droga!). Medronho używane było kiedyś do wyrobu hiperwyskokowego brandy, ale odkąd odkryto , ze zawiera psychotropowe chemikalia , zakazano produkcji.
Podobno po zjedzeniu  0,5 kg tego rozkłada człowieka na łopaty.
Produkcja korka (największa na świecie), też stoi pod wielkim znakiem zapytania. Brakuje chętnych do pracy, a obranie ze skóry drzewa korkowego , to nie taka łatwa sprawa. Raz źle ścięte, nigdy juz nie odrośnie.
Kawa, im dalej w góry, tym lepsza i mocniejsza.
Generalnie spokój i chillout. Polecam każdemu, komu potrzeba oderwać się na chwilę od szaro-burej rzeczywistości, bo co jak co, ale koloru wam tam nie zabraknie!!!









 


05 June 2011

Nadmorskie klimaty

Biedny ten blog. Głodny musi być. Niedokarmiony od lutego. Śnieg dawno już stopniał, w doniczce zamiast choinki wyrosły zioła. Antoś jest o 4 miesiące starszy. Z etapu siedzenia i leżenia, przeszedł do opcji..., raczkowanie, stawanie, wspinanie, chodzenie bokiem, czasem nawet stanie sam , jak sie zapomni, więc wkrótce pewnie popędzi przed siebie na szyneczkowych nóżkach, wyrażając myśli pełnymi zdaniami.
Przez ten czas przeprowadziliśmy się w cudne miejsce, gdzie bryza znad morza wyczuwalna jest przez otwarte okno. Z kilkudziesięcioletniego kasztanowca łypią na nas bystrym okiem wiewiórki, przeskoczy kot sąsiadów, zaćwierka ptak. Zielono i spokojnie jak okiem sięgnąć. Cóż chcieć więcej.  Nie ma się czego doczepić. Dziecko  ze swoim pchaczem kolorowym pomyka po trawie w pobliskim parku, na plaży czas na książke. Słuchawki na uszach i relaks. Jak na wakacjach proszę Państwa! Kawa wypita nieśpiesznie w miasteczku...,długi spacer brzegiem morza...A tak naprawde, ten post jest napisany dla Ryśka i już ona będzie wiedziała co z tym fantem zrobić;)
Blogowa dieta zakończona, póki co.